Stonehenge

rondo3 maja 2012. Dziś zaledwie w ciągu czterech godzin odebrałem trzy telefony. Nieznane mi laski pytały czy mogą rozmawiać z osobą odpowiedzialną za telefony komórkowe w firmie. To już do tego doszło? Czy ja jestem korporacja w liczbie pojedynczej. A może jestem korporacja tylko nie wiem o tym. Wieliński Corp.
Powszechne kłopoty z budową na Wschodzie autostrady A2 wcale mnie nie dziwią. Cudzoziemcy walą na Euro, a tu 2012 error. Road not fund. Myślę, że państwo nie powinno brać się za tak poważne zadania, skoro nie potrafi prawidłowo wybudować tuż koło mnie minironda.

Zaledwie 200 metrów, od gniazda które przed 16 laty zbudowałem dla rodziny jest krzyżówka w kształcie T. Po części skrzyżowanie to przypomina trzy ramiona z gwiazdy Mercedesa. Ma do tego ograniczoną widoczność i drobne stłuczki były częste. Ma też jedną wadę – jest pochyłe. Na stoku. Na przekonywaniu znajomych radnych, by coś z tym zrobili upłynęło 15 lat. W zeszłym roku rondo zbudowano. Roboty na wysepce o wielkości  pięciozłotówki trwały trzy miesiące. Okazała się tak mała, że blondynki jadące dużymi SUVami zahaczały o wewnętrzny krawężnik. Stłuczki się skończyły, ale…

Po 6 miesiącach na rondzie ponownie pojawili się robotnicy, by poprawić skosy jezdni. Stworzyli mozaikę asfaltu i betonu. Spad pozostał. Ale to nie koniec. Po dalszych trzech miesiącach inna firma pomalowała jezdnię w esy-floresy i wkleiła 5-centymetrowe odblaskowe kocie oczka.
Wydawało się, że wreszcie zapanował spokój. Tyle, że pewnego dnia, truck jadący z nieaktualną mapą GPS dokonał demolki ronda w 50 procentach. Pytany fachowiec od projektów drogowych powiedział mi, że rondo jest po prostu zbyt małe i powinno być przerobione. I powstało wyłącznie w wyniku paru godzin dumania w CAD/CAMie.  Zamiast puszczenia trucka z kołami unurzanymi w cemencie. Tyle, że ktoś ten projekt zatwierdził, a później roboty odebrał. I wziął pieniądze. Polska jest mistrzem roboty pozorowanej. Kiepskie wykonawstwo przyklepuje skolesiowany nadzór.

Kilka dni później wysoki dostawczak zahaczył z kolei o wystający nad rondem konar, złamał go i wyrżnął w niebieską tablicę. Co oznaczało kolejny remont.
W styczniu magistrat odstawił nowy hardkor. Nautykał kilka głazów polodowcowych o metrowej średnicy. Takie Stonehenge. Nie pomogło. 12 godzin później rondo zostało po raz ponownie zdemolowane.

W kwietniu ponownie przybyła brygada drogowa. Tym razem do ronda pociągnięto kabel. Kto wjedzie na krawężnik dostanie 220 V po łapach. Brakuje jeszcze izolatorów. Następnym krokiem może być jedynie cyklon B. Nic nie pomogło. Pewnej nocy wesoły automobilista pojechał bykiem przesuwając jeden z kamieni o 50 m i wyrywając przy tym górę ziemi.

Dla wspomnianego ronda widzę dwa rozwiązania. Szybkie nazwanie go imieniem jednego z dwóch narodowych, ostatnio popularnych męczenników. Wraz z przymocowaniem do kamienia stosownej tablicy. Których? – pozostawiam domysłowi  inteligentnych rodaków. I dodatkowo poświęcić. Jak twierdzi znajoma wróżka – to działa!

Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski