Last Tour

karawan30 listopada 2012. W ostatnią podróż zamierzam pojechać Mercedesem klasy E. Już nawet upatrzyłem sobie model. Z Anniversary Edition designerskiej firmy Kuhlmann. Pieszczotliwie przez  salesmana nazywany papamobile. Z racji białego pudła. Fura tak wypasiona, że już bardziej doposażyć się nie da. W kabinie oświetlenie ledowe i pełna klima. Do tego długi dach soleil pozwalający na spoglądanie w lazur Nieba. Ta sześć metrów długa bryka w jeździe po miejskich bulwarach przypomina amerykańskie kiczowate stretch limo. Ma bowiem w połowie długości ustawione pionowo światła pozycyjne. Także diodowe. Już się widzę posuwającego świętym Marcinem w tempie 5 kilometrów.
Aby wjechać do wnętrza wystarczy nacisnąć pilota  i sru… Wsuwamy się do kabiny cicho i bezszmerowo. Ciepłe światło LED-ów nastraja optymistycznie do przyszłości. Kabina to połączenie dekoru o nazwie eukaliptus błyszczący z nierdzewką o krawędziach spawanych plazmowo i tworzywem o niespotykanych zdolnościach antybakteryjnych. Zamontowana antena radiowa jest ukryta, by nie raziła swym prymitywizmem. Delikatna klasyka mistrza von Beethovena  w programie Jesień – Cztery pory roku, jest tu jak najbardziej na miejscu.

Panoramiczne gięte szyby są zmatowione, co tym bardziej dodaje im klimatu i powagi sytuacji. Dach po przysłonięciu rozjaśnia się LED-ami ułożonymi w kształt gwiazdozbioru Andromedy, a ich delikatne pulsowanie przypomina, że gdzie tam daleko jest coś dokąd zmierzamy. Jeśli zechcę, mogę domówić gustowny ołtarzyk z kompletem dziewięciu świec migoczących na wyimaginowanym wietrze. A wszystko ukryć za pofałdowanymi kotarami.
Doppelkabina pozwoli zabrać się wszystkim najważniejszym uczestnikom ceremonii, a podczas jazdy o zawartości bryczki będzie sygnalizowała delikatna świetlana poświata przenikająca od środka przez zmatowane szyby. Okolicznościowe wiechcie przyniesione przez gości trafią do specjalnego schowka zamykanego magnetycznym zamkiem. Muszę jeszcze zastanowić się nad fahną. Zapewne będzie to trójkątna szmatka wiewająca w strumieniu opływającego ją powiewu wiatru. Z logo mego rodzinnego gniazda – Poznań know-how.

Jest tylko mały kłopot. Nie wiem ile czasu zabierze mi uzbieranie 140 tysięcy euro, bo na tyle ceni swój produkt Kuhlmann. Co prawda mogę zażyczyć sobie okresu karencji na sprawdzenie tego papamobile, ale nie dogadaliśmy się co do terminu ewentualnego zwrotu pojazdu po jednorazowym jego wykorzystaniu.

Targi Memory na których ów wehikuł wypatrzyłem miały być pokazem nowości branży. Toteż laski w miniżałobach uwijały się chyżo po stoiskach. Można było kupić trumiennego Melexa, piec krematoryjny i obejrzeć pokaz kosmetyki rekonstrukcyjnej.  Niestety zabrakło wyboru Miss Trumny. Jak i kalendarza mistrza Lindnera z Wągrowca,  w którym nagie wiedźmy wylegują się na trumnach. A koniec roku bliski. Tym bardziej, że Toyota odwołała koniec świata.
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski