Cyrk na kółkach

fucker2 copy7 grudnia 2012. Poznań stał się miastem dla kierowców nieprzyjaznym. Ruch samochodowy jest jak rzeka. Samochody niczym woda ciurkają różnymi ulicami by dotrzeć do celu. Każdy kierowca ma swoje ulubione skróty, dzięki którym jedzie, a nie czeka w korku. Tymczasem magistrat usiłuje te drobne potoczki zatrzymać. W rezultacie wzbiera główny nurt koryta czyli trasy przelotowe. Które się w naturalny sposób korkują. Skanalizowany bezmyślnie ruch uliczny staje się zmorą miasta. Coraz częściej media donoszą o godzinnych, a nawet trwających dłużej blokadach ulic.
Dodatkowo rezultat ciągnących się do usr… śmierci  remontów. Ale magistrat ma nowy patent. Dziurawa ulica zostaje zamknięta dla ruchu. Vide Towarowa. Remontu niet.
Mamy idealnie asynchroniczną sygnalizację świetlną opartą o jakieś badziewie zamontowane w asfalcie. W rezultacie czego potok samochodowy porusza się cyklami. Od światła do światła. Na szerokich ulicach wymalowane bazgroły skutecznie tamują  ruch. Z racji głupoty projektantów po prostu ignorowane przez kierowców. ABR zwycięża (absolutny brak rozumu). Bo samochody nie mieszczą się w wąskich gardłach. Albo zmiany świateł co parę sekund. Trzy fury przejadą, reszta stoi. Ale kogo to kuźwa obchodzi. Skrzyżowanie puste, a wyjechać nie możesz, bo jakieś badziewie pod ziemią nie pozwala. A Wielki Brat czuwa. Do tego jakieś wysepki, srysepki nikomu nie potrzebne, bo żaden pieszy tam nie chodzi. Wpadniesz na kant, felga do wymiany.

Znaków drogowych miasto targowe posiada parę milionów. Co drugi przysłonięty trzecim. Trzeba nieźle czaić bazę, co by to zinterpretować na czas.
Zielona strzałka. Niewykorzystana do maksimum. A poprawiła by płynność ruchu. Ale gdzie tam. Hasło magistratu - nam myśleć nie kazano. Puste skrzyżowanie, a skręcić w prawo nie wolno. Ba, wprowadzono gdzie się da zakaz lewo skrętu. Władza nakazuje jechać  prosto. Przed siebie. Jedziesz więc trzy razy w prawo, zasmradzasz miasto i powodujesz korek. Tracisz czas i paliwo. Zatkane ulice przy pustych bus-pasach, bo magistrat ogranicza miejską komunikację. Ma być tak, że jak jedziesz z trzema bachorami na pokładzie, to będziesz miał prawo posuwać bus-pasem. A że kodeks nie pozwala? Rajcy miejscy wiedzą lepiej.

Nie przeszedł chory sen o strefie 20. Bo i tak jeździmy wolniej niż ślimak. Bo szybciej się nie da.
Garby. Budowane według tego jak komu wyjdzie. Na jednych rozbijasz miskę olejową, na innych szybujesz niczym Małysz na Wielkiej Krokwi. Budowane z cegły, plastiku, a nawet żelaza.
Parkowanie – horror. Postaw brykę na parę minut, a już z bramy wyłazi gwardzista z cyfrówką. Nie zapłacisz, skarbówka śle nakaz. Zatoki tak zbudowane, że jak masz SUV-a to się nie wciśniesz.

Poznań to jedyne miasto na świecie, gdzie nie wolno zatrzymywać się przed dworcem kolejowym. Nie wierzycie. Welcome on the rail station! Poznań know how! Miasto przyjazne. Mandacik od ręki wypisze sam naczalnik drogówki. Nie żeby tam parkować. Żadnego wsiadania czy wysiadania z tobołami. Inwalida? No to co? Spacer dobrze mu zrobi. (Czy to nie podpada pod represje?) Naczalnik codziennie w lokalnej TiVi poucza poznaniaków jak jeździć. Już mam stracha przed otwarciem lodówki, bo może z niej także wyskoczyć. Może naczalnik poszedłszy na emeryturę? I posadzono by młodego, co by miasto odświeżył? Stojącą opodal  taximafia śmieje się głośno, czego strassenoberpolicajmajster nie raczy zauważać.
Chaosu dopełniają harcujący rowerzyści. Jeżdżący skosem, w poprzek i na oślep. Przeskakujący z drogi rowerowej na jezdnię i z powrotem. Przejeżdżający zebrę na czerwonym. Niedawno na Hetmańskiej przy 70-tce przejechał mi taki 50 metrów przed maską. Wiecie co zrobię?
Kupuję wideorejestrator. Nie zamierzam być ofiarą czyjeś głupoty. Albo przeniosę się do Drachten. Gdzie burgermeister skasował wszystkie światła i znaki.
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski