Żółta fala

feng225 grudnia 2012. Zapowiadanego końca świata nie było, za to nadeszły święta. A z nimi posypały się świąteczne kartki i maile. Zaproszono mnie na 40-lecie bicia rekordu Fiata 125p na autostradzie wrocławskiej oraz na zlot posiadaczy Tarpanów.
Skoro apokalipsy nie było, wziąłem się za porządkowanie okolicy mego gniazda. Jakby nie było - święta. Zakręciłem wodę ogrodową przed mrozem, co nic nie dało bo chiński kran i tak przepuszczał. Po kropelce. Oberwał się regał z książkami, więc pojechałem do marketu po kilka wkrętów i śrubokręt. W domu okazało się, że wkręty częściowo nie mają nacięć, albo są one tak minimalne, że trudno przyłożyć śrubokręt. Po trzech obrotach śrubokręt pękł. Wkręty okazały się chińskie, podobnie jak śrubokręt.
    Od gwiazdora dostałem puchową kurtkę na zimę marki Top Level??? Cokolwiek by to znaczyło.  Po tygodniu puściły nici i kurtka zamieniła się wyglądem w ruską kufajkę. Po guzikach ustaliłem, że to produkt rodem z Pekinu.

Zabrałem się za strojenie choinki. Po powieszeniu bombek z czasów PRL-u okazało się, że nowa złota lameta też jest chińska. Prawdopodobnie za rok zamiast aniołka powieszę na choince ostatniego cesarza oraz świecących mandarynów z dynastii Ming. Żłobek zastąpi terakotowa armia cesarza Qin Shi, a kolędy - chińskie melodie wygrywane na okarynie.

Od czasu do czasu ktoś w branży bąka o chińskich samochodach i ich imporcie do Polski. Prawdopodobnie będą wypalane w glinie, a na desce rozdzielczej znajdą się chińskie hieroglify. Motor będzie odlany z brązu, a transmisja z porcelany. Pałeczka do ryżu w miejsce wajchy zmiany biegów, a etylinę zastąpi ekstrakt z chińskiego ryżu. Obicie zydli wykonane w tapecie z czasu dynastii Ping Pong. Oświetlenie ledowe w stylu kantońskich lampionów. Na masce statuetka smoka. Fura będzie odpowiadała normom feng shui i będzie poruszać się według zasad yin i yang. W standardzie zamiast kubka pod Colę, będzie tacka na sushi. A w dopłacie dostanie się miseczkę z laki na ryż oraz zupę z glonów i sera. Dla kobiet - bańki usuwające cellulit. Dla gadżeciarzy kiwający Budda. Instrukcja obsługi i książeczka serwisowa w kształcie origami.
Wyobrażacie sobie kąpiel z chińskim mydłem? Jesteście ubzdręgoleni jakimś błotem z morza Żółtego o zapachu gnijącego  lotosu.
By nie zostać w tyle rozpocząłem już pisanie czerwonej książeczki o limuzynie towarzysza Mao. Wiecie, jakby co? Będzie gotowa za miesiąc. Klawiaturę zmieniam na putonghua. Nie śmiać się. To mowa urzędowa, a nie żaden dialekt. Teraz czekam, aż rano kupione ciepłe bułki będą miały napis made in China.

Miejscowy cajtung doniósł, że chińska armia stoi już na Białorusi. Czyli nad Bugiem. Ni hao, towarzysze!
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski