Bielizna

bielizna9 kwietnia 2013. Wzrosło. A gdzie tam wzrosło. Walnęło straszliwie. Pierdolnęło na całego. Pół dzielnicy Poznania zablokowane. Wszystkie chodniki obstawione parkującymi brykami. Wyłączone światła, drogówka na wszystkich krzyżówkach. Efekt - Poznań Motor Show. 86 tysięcy zwiedzających. I to z całej Polski. Chapeau bas dla dyrektora projektu. Inaczej - dyrektor projektu na prezesa MTP. Albo więcej - na prezydenta.
Na konferencji przedtargowej mówiło się o liczbie 70 tysięcy widzów. I z tym się zgadzałem, bo w cztery dni powinno się udać. Jednak już w dniu trzecim Wielkiego Sabatu Fanów Ducha Automobilizmu stało się jasne, że padnie rekord. Przez cztery dni mego pobytu na stoisku Automobilisty przyszło mi rozmawiać z mieszkańcami Krakowa, Lublina, Warszawy, Płocka, Szczecina, Wrocławia. Kiedy para Krakusów oświadczyła mi, że przyjechała do Poznania specjalnie by zobaczyć co to są te targi poznańskie - oczy zrobiły mi się niczym kółka hula-hoop. To się nazywa samozaparcie. A kolejka po książki z dedykacją przywróciła mi wiarę, że rodacy chcą jednak czytać. I to w czas kryzysu.
Przez cztery dni trwał karnawał świateł, klangu różnego rodzaju muzyki i lansu wszelakiej maści nadąsanych modelek á 170 pln za dzień. Po raz pierwszy na wybiegu pojawiły się fury Ferrari i Rolls Royce`a. Wprawdzie Ferrari stało niczym w akwarium, a Rolls samotnie w kącie na pustej łące to jednak były. Z kabrio powrócił obecny przed laty Jaguar. Tym razem z modelem F-type. By jednak go dojrzeć musiałem zaopatrzyć się w teleskop Hubble`a.  Po ubiegłorocznej premierze całej grupy VW teraz dołączyły centrale Kia, Jaguara i Land Rovera. Jak na przyzwoity salon samochodowy przystało były bryki na benzynę, ropę i prąd.
Nie było BMW, Citroena, Hondy, Renaulta, Hyundaia i Seata. Zwiało gdzieś Chevroleta i Opla, który stracił świetną okazję na premierę modelu Adam. I tym samym na porównanie z long pięćsetką Fiata. Trudno, ich problem. Tylko czemu ja muszę przez cztery dni odpowiadać na pytania widzów, gdzie szukać Opla.
W tym roku królowała biel. Podobno taka moda. Albo raczej sknerstwo producentów. Wiadomo - biały lakier najtańszy. No bo kto to widział: białe Lexusy, białe Audi, białe Beetle, białe Nissany, białe Merce, białe Toyoty, białe Picanto, białe Fordy, białe Ferrari. Białe, białe, białe... Tak jak gacie hostess na wybiegu. Były francuskie pchły Aixam i Minauto i luksusowe kampery. Wrangler u Fiata i kibolska Syrena z orłem na wrotach. Mondeo z przyczepką na grilla albo zapasowy motor i volkswagenowski Caddy stretch limo. Pierwszy odważny w Poznaniu w sferze nawigacji - Garmin. Tom Toma na razie nie poznaliśmy. Z prasy: Top Gear, Auto, Motor i Sport i Automobilista. Do tego jednoślady, quady i helikoptery.
Na galę zwaną VIP Night boss targów wjechał odpicowaną Syreną Sport w kolorze łososiowej metki. Przy kasach kłębiły się nieprzeliczone tłumy, a dyrektor projektu modlił się by przypadkiem nie padły bezpieczniki.
Nie popisał  się Automobilklub Wielkopolski. Zamiast wystawy zabytkowych bryczek urządzono parking oldtimerów. Wykorzystany przez znaną z  internetowego handlu używanymi furami  firmę jako tło do własnej reklamy. W atmosferze zapętlonego wideo sponiewierane milionami błysków komórek nostalgiczne oldtimery z niecierpliwością czekały na koniec tej taniej komerchy. Połączenia fejsa z tandetnymi konkursami w stylu co to jest w gwarze motocyklowej - plecaczek. Szacowne liczące sto lat oldtimery  stały się w bazarowej atmosferze podkładem do reklamowych jingli i antyseksi girls. Licząca 100 lat Lorraine Dietrich zamiast w wieńcu laurowym, wyglądała jakby stała w autokomisie. Nic dziwnego, że parę razy pytano mnie - a gdzie stoisko Automobilklubu.
W czwartym dniu show wreszcie pojawiło się słońce zapowiadające zbliżający się koniec zimy A.D. 2012/13. Komu zabrakło kasy na targowe hamburgery musiał opuszczać teren, bo w tej międzynarodowej instytucji jaką jest MTP nikt nie ustawił bankomatu.  
Springerowski w polskiej wersji Auto Bild napisał, że po trzech latach nastąpił powrót do Poznania Motor Show???  I sprzedano 70 tysięcy biletów??? Taa, żal dupę ściska.
Publika dopisała. Czekam jeszcze aż dyrektor projektu ściągnie do Poznania trucki i autobusy wypełniając nimi puste miejsca. A kiedy dyrektor projektu wykona come back do stu tysięcy biletów to spełni się moje marzenie i będę mógł spokojnie zejść z tego padołu. Świadomy, że mamy prawdziwy salon samochodowy. Duch Automobilizmu wrócił do Poznania. Ktoś powiedział, że nie warto już jeździć do Lipska. Zgadza się.  Auf Wiedersehen Leipzig!
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski