Bicykle

rower18 maja 2013. Rowerzyści zgodnym głosem twierdzą, że jeżdżenie rowerem po mieście jest niebezpieczne. Twierdzę odwrotnie. Jeżdżenie samochodem po ulicach pełnych rozwydrzonych cyklistów stało się bardzo niebezpieczne.
    Kiedyś przemykając przez wioski PRL-u zawsze miałem świadomość, że zza drzewa może wychylić się chwiejny osobnik z rowerem wracający z roboty w polu. A przy letniej aurze trzeba się przecież czymś schłodzić. Na widok jadącego szosą cyklisty zjeżdżałem na lewy pas omijając go z parometrowym dystansem. Tak na wypadek nagłego podmuchu wiatru, który mógł zachwiać spracowanym mieszkańcem PGR-u. Nocą nawet między domami włączałem długie światła świadom, iż zmożony pracą na roli obywatel PRL-u może zasnąć na ciepłym asfalcie.
    O ile na wioskach się poprawiło, to w miastach pogorszyło. Postacie na bicyklach przemykają wszędzie. Na przejściu przy czerwonym, wężykują między pojazdami, rodzinnie w szeregu jadą drogą.
    Cierpnie mi skóra, kiedy rowerowa dróżka biegnie równolegle do jezdni. Nigdy bowiem nie wiem, czy rozbawiony cyklista z hot-dogiem w ręce i słuchawką w uchu nie straci panowania i nie skręci pod koła.
    Dramat jednak zaczyna się przy prawoskręcie. Trzeba bowiem przeciąć rowerowy szlak, a martwe pole tylnego słupka niekiedy nie pozwala ocenić sytuacji. Robię to trochę na wyczucie. Ale nie wiem czy rozpędzony jednoślad za chwilę nie wjedzie z głośnym buuum w moje prawe drzwi.
    Prawdziwa tragedia kiedy jadę kamperem. Widoczność z racji zabudowy jest zerowa. Musiałbym więc wozić ze sobą laskę, która na każdym skręcie w prawo wysiadała by z kabiny i pełniąc rolę pilota wspomagała kierowcę. Istnieje jednak ryzyko, że zapatrzony w stringi takiego pilota cyklista mógłby zapomnieć gdzie ma hamulec.
    Było popołudnie, blisko fajrantu, gdy na horyzoncie błysnęło, zagrzmiało a potem lunęło. Na ulicach zapadł zmrok. I wtedy zaczęło się. Nagle z biur wyroiły się dziesiątki lemingów w deszczu z tabletem w jednej ręce, a drugą na kierownicy. I zaczęły przemykać od bramy do bramy, od drzewa do drzewa. Owinięci w jakieś foliówki z torbami od Biedronki na głowie, bez świateł przemykali w bryzgach wody między pojazdami. Ślizgając się usiłowali skryć się przed prawdziwym potopem jaki Bóg spuścił z nieba.
    Dlatego dla rowerzystów mam jedną radę. Chcecie być bezpieczni - kupcie sobie samochód.
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski