Saloon-car

warszawa1 kwietnia 2014. Cztery dni poznańskiego Motor Show za nami. I prawie rekord. 96 tysięcy widzów. Do setki blisko... I daleko. Bo to jednak połączone imprezy Motor Show i Targi Techniki Motoryzacyjnej. Mieszanka wybuchowa. Samochody, motocykle, samoloty, oldtimery, kampery, diagnostyka, części zamienne, quady. Jakieś trójkołowce, pojazdy śnieżne a czasami nie wiedzieć do czego używane.
    To wszystko w blasku reflektorów, hostess minimum 1,80 m, brazylijskich rytmów. Po raz kolejny Volkswagen pokazał co potrafi. W wynajętej hali ustawił wszystko co ma. W odróżnieniu od Opla, Renaulta czy Mazdy. Których nie było wcale. BMW w roli jednośladu. Pozostali dzielnie starali się  dorównać pomysłami. Design stoisk był w pełni profesjonalny.
    Był Rolls Royce, Lexus, Maserati i Infiniti. 6-kołowy Mercedes skojarzeniami sięgał lat 30. ub. wieku i brunatnej epoki. Był Harley Davidson, Junak made in Korea i elektryczny Romet. Ten ostatni posuwa 60-tką po czym zdycha po przejechaniu setki. Dalsza czynność sprowadza się do ładowania przez 9 godzin, po czym zabawa zaczyna się od nowa. Szok. Coś dla szoferów o mocnych nerwach. Tylko kto to będzie pchał, jak bateria padnie.
    W 1900 roku samochód elektryczny firmy Lohner-Porsche potrafił przejechać 80 km z prędkością 15 km/100. Czyli postęp jest.
    Hybrydowa Toyota Auris zachwalała się zużyciem 3,7 l/100. Co Volkswagen przelicytował gipsowym odlewem XL1 mającym spalać 0,9 l/100. Dolce vita po niemiecku ma wymiar kabrio Audi A3. Wystarczy wyłożyć 133 tauseny.
    Skoda Yeti jeździła na torze przypominającym rollercoaster. Hyundaia Elantrę spowijał biały całun rolowany podczas premiery w tempie largo przez dwie laski w czarnych dresach. Salon lotniczy reprezentował mikrohelikopter sąsiadujący ze sprzedawcą hamburgerów. Gąsienicowy quad Arctic Cat uznałem za niezły pojazd do sprzątania zimą chodnika przed posesją. Na którym laski Yanosika wyglądały całkiem seksownie.
    Nostalgię PRL-u przypominały stare Warszawy wystawiane przez Automobilklub Wielkopolski oraz futurystyczny design mający stylistyką nawiązywać do europejskich limuzyn. W ciemności stoiska przypominająca figurkę z czekolady na złotych felgach. Kinder-niespodzianka polskiej motoryzacji. Polska pralinka z napędem truflowym - jak podał demotywator.pl.
    Gospodarze troili się, by wpuścić na teren targowy publiczność przybyłą chyba z połowy kraju. 80 kas tyrało niczym galernicy. Autem Roku widzowie okrzyknęli Alfę Romeo 4C. Hostessy nie powalały. Zbyt dużo plastiku - padł komentarz. Miasto kobiet z nieznanymi kobitkami nazywanymi gwiazdami - porażka. Za 2-3 lata jak się pojawią zmarszczki świat o nich zapomni. Gwiazdą to był Elvis i jego Cadillac. Ale do klimatu końca lat 90. daleko. 96 tysięcy widzów wykonało 9,6 mln. sweet foci. Internet zatkany. Smutno!
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski