Komuno wróć!

chrystus14 września 2014. Komuno wróć - powtarzali rodacy rozgoryczeni reformami Balcerowicza. Powtarzali to jak litanię. Komuno najmilsza - wróć do nas, komuno roztropna - wróć do nas, komuno nienaruszona - wróć do nas!
    No i komuna wróciła. Premier nadwiślańskiego kraju w trybie nakazowym polecił w sierpniu, aby autostrada nad morze była za darmo. Podnieść szlabany - rozkazał. I administrator musiał podnieść.
    Weszliśmy do Unii i zniknęły graniczne szlabany. Za to zafundowaliśmy sobie szlabany na autostradach. I zaczęły się korki. Początkowo parominutowe w sierpniu rozrosły się do  kilkugodzinnych. I wtedy premier postanowił ulżyć jadącym z Warszawy nad morze. Ale ktoś musiał za to zapłacić. Za przejazd poszła kasa z podatków. Czyli wszystkich. Darmochą nie objęto innych autostrad. Jak A2 i autostrady na południu. Premier lekką ręką wydał z kasy państwowej jakieś 24 mln. Na jednorazowe rozwiązanie, a nie systemowe.    Kiedy latem wjeżdżałem do Szwajcarii pacnięto mi na szybę winietę upoważniającą do jeżdżenia autostradami przez 14 miesięcy. Za 40 franków. Czyli 140 zeta za cały rok. Mogę jeździć wokół jeziora Genewskiego i z północy na południe.
    W Wiedniu po obejrzeniu pięknego koncertu na Schoenbrunn postanowiłem wracać autostradą. Za 10 dni testowania betonowych szlaków winieta opiewała na 8,50 euro. To jakieś 34 zeta. W Polsce za jeden przejazd autostradą ze Słubic do Poznania miałem zapłacić na bramce 35 zeta. Pojechałem starą A2. I okazało się, że szlak nazywany w przeszłości z racji codziennych wypadków „drogą śmierci” nadal funkcjonuje. W obie strony  gnały tabuny TIR-ów, za nic mające mijane miasteczka i wioski. Huk silników wdzierał się do kabiny i męczył. Okazało się, że międzynarodowy transport powrócił na stare szlaki.
    Co rusz temat drogich polskich autostrad pojawia się w TV. Politycy snują opowieści o elektronicznym poborze myta. Część bramek na A2 w kierunku Warszawy stoi od paru lat nieczynna. Zmarnowane pieniądze w postaci żelaznych konstrukcji wiat, bramownic i całej tej infrastruktury rdzewieją nieubłaganie.
    Za przejechanie 17 kilometrów Kulczykstradą trzeba zapłacić 7 zeta.
    Już w latach 90. minionego stulecia wicepremier Marek Pol sugerował najprostsze i najtańsze rozwiązanie - winiety. Skrawek papieru przylepiany do szyby. Super tanie i efektywne rozwiązanie. Projekt wyśmiano. Po fetowanej prze prezydenta 25 rocznicy odzyskania wolności w tym temacie tkwimy w tym samym miejscu.
    „Wiadomo, że bramki są chyba najmniej skutecznym sposobem. W związku z tym przewidujemy ten dość powszechny pobór elektroniczny, ewentualnie winietę” - powiedział premier. „Winiety Marka Pola miały być formą podatku, który miał finansować budowę dróg ekspresowych i autostrad. To był powód, dla którego protestowaliśmy przeciwko wprowadzeniu winiety jako dodatkowego podatku” - powiedział Donald Tusk.
    Dojeżdżałem do Świebodzina gdy zaczęło się ściemniać. I wtedy w oddali z przedwieczornej mgły wyłoniła się sylwetka Chrystusa Pana. Betonowy monument wyciągający ręce ku Niebu. Jakby chciał powiedzieć: - Boże, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią!
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski