Krótka historia ronda zwanego Kaponierą

kaponiera220 września 2016. Po pięciu latach remontu otwarto w Poznaniu rondo Kaponiera. Remont miał trwać rok - wyszło, że było dłużej niż II wojna światowa. Dokładnie 1864 dni.
    W 1897 było to jedno z głównych skrzyżowań na trasie Glogauer Strasse wiodącej z północy na południe. Przecznica nosiła nazwę Caponiere. W czasach Pewuki Głogowska przecinała Zwierzyniecką, a most Uniwersytecki nazwano Kaponierą. Potem przyszły zmiany. W 1937 Głogowską zamieniono na marsz. Focha, a Zwierzyniecką na marsz. Piłsudskiego. W 1940 nazwy ulic zmieniły się na Glogauer Str. i Tiergarten Str, co było jasnym dowodem dokąd prowadzą oba kierunki. W 1948 Głogowska znów zmieniła metrykę. Była teraz imieniem innego marsz. - Rokossowskiego, a w kierunku Pułaskiego nosiła nazwę Roosevelta. Po 1956 marszałka wysłano na emeryturę. Powróciła Głogowska, a Roosevelta pociągnięto do mostu Dworcowego.
    Skrzyżowanie ze Zwierzyniecką zawsze było ruchliwe. W czasach PRL-u na środku stał milicjant kierujący ruchem drogowy. Ustawiono sygnalizatory świetlne, ale korki rosły. Zatem w 1968 władze zadecydowały o budowie ronda, któremu nadano imię Mikołaja Kopernika. Był to cud architektury. Podziemne przejścia, sklepy, marmury.
    Po transformacji przypomniano sobie starą nazwę i Kopernika zamieniono na Kaponierę. Tyle, że po 40 latach prl-owska fuszerka zaczęła się walić. Kaponiera przeciekała, woda zalewała dolną kondygnację, beton na suficie pękał od drgań spowodowanych przez przejeżdżające tramwaje, schody kruszały od zimowych temperatur, w pustych lokalach mieszkały nietoperze.
    Toteż kiedy grzmotnęła wiadomość, że Poznań dostanie mecze Euro 2012, na Kaponierę zapadł wyrok. Remont. Miało być szybko i nowocześnie. Wyszło fatalnie. Minęło Euro 2016. Gości targowi dziwili się, czemu to tak długo. Kolejne terminy stawały się nieaktualne. Wreszcie doczekaliśmy się. Po kilku zapowiedziach Kaponierę otwarto. Trzy poziomy, trzy pasy ruchu, 17 linii tramwajowych i autobusowych. Ruchome schody, windy i inne bajery. Wydano zamiast 200 mln, ponad 330. Pierwszego dnia odnotowano jedną stłuczkę. Potem było gorzej. Jadące przez rondo na wprost autobusy dwukrotnie wpadły na malowany na szaro słup oświetleniowy rozbijając sobie fronty. Słup owinięto biało-czerwoną taśmą. Wiocha.
    Okazało się, że gmatwanina białych, przerywanych i ciągłych linii dekoncentruje kierowców. A zbudowane z czerwonej cegły dukty rowerowe mylą pieszych, którzy uznali je za przejścia dla pieszych. Rowerzyści zaś zaczęli jeździć pod prąd. Jedne szlaki są bowiem dwukierunkowe, inne jednokierunkowe. Horror. Rolkarza nie wpuszczono do podziemia każąc zdjąć buty.
    Do projektu zacząłem odnosić się z nieufnością w momencie kiedy lokalna prasa zaczęła zamieszczać szkice przejazdu przez rondo. Zaczęło śmierdzieć możliwością wystąpienia konfliktów na styku samochód - rower. Napisano nawet przewodnik dla rowerzystów.
    Na pierwsze spotkanie z Kaponierą wybrałem drogę tak, by przejechać ją na wprost. Udało się, bo sygnalizacja była czytelna. Jak będzie przy lewoskręcie jeszcze nie wiem. Wiem jedno. Na każdym z poznańskich rond panują inne regulacje jazdy. Horror.
    Co będzie zimą, kiedy nastaną długie, szare wieczory. Miejski plastyk wymyślił, że bariery ochronne należy pokryć szarą politurą.  Te bariery to też historia. Za komuny były biało-czerwone. Potem zamieniono je na zielone, choć gdzie nie gdzie były żółto-czarne. Teraz są w kolorze asfaltu, zlewają się z tłem. Zamiast poprawiać, utrudniają widoczność. W zimowe wieczory samochody będą na nie wpadać jak ćmy na lampę.
    Na szczęście przed każdym moim wyjazdem po odpaleniu uruchamia się wideorejestrator. Świadek pewny i niezawodny.
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski