Zlot starych klamotów

RMS201610 listopada 2016. Przyznam, że do projektu podchodziłem sceptycznie. Nie tyle, by go kwestionować, bo idea jak najbardziej słuszna i warta kontynuacji. Tylko czy w mieście, gdzie nie brak innych atrakcji znajdzie się widownia chętna do łażenia po halach targowych.
    Realia Retro Motor Show okazały się inne. Publika waliła tłumnie. Kilkanaście tysięcy zwiedzających na premierowej imprezie to sukces. Były chwile gdy przy kasach tworzyły się kolejki niczym za PRL-u. Widać organizatorzy nie ogarniali. Cóż, infantylne wpisy na FB, a życie to dwie różne poezje. Choć show starych gruchotów trwał w sumie tylko 23 godziny.
    Kolekcja licząca według organizatorów raz 200, raz 300, a raz 450 pojazdów dupy nie urywała. Autokomis starych mesiów, beemek ustawionych w choinkę. Do tego po części na niemieckich blachach. Czy akcja „kup klasyka” się powiodła, trudno orzec, bo na targi nikt z kasą nie przychodzi. Ktoś napisał: „Klasyki mają coś czego brakuje współczesnym samochodom. Duszę.”
    Odpowiedź brzmiała: „Nowe auta również mają Duszę (a raczej są Duszą) lecz znacznie młodszą. Stare auta których esencja i wyjątkowość podziwiały miliony ludzkich umysłów przez dziesiątki lat - oto różnica którą się czuje.”
    Trudno też mieć orgazm z powodu paru replik czy aut o podejrzanym rodowodzie. Niczym atrakcyjnym nie błysnął miejscowy automobilklub. Maluchy 126p, parę mesi i Junak plus militaria. Bez ekstra dekoru czy sztafażu. Stowarzyszenie starych skarpet z Nekli upchało wszystko co jeździło. Dobrze, że nie poukładali w piramidę. Ktoś poniżył stare 2CV malując je na pomarańcz przypominający znaną sieć komórkową.
    Zabrakło ducha twórczości. Zaledwie kilka załóg pokazało się w strojach epoki.
    Spisali się strażacy. Imponująca okazała się kolekcja czerwonych wozów wraz z dostawionymi manekinami. Tu i ówdzie spod siana wystawały przerdzewiałe kasty kiedyś będące automobilami w pełnej krasie. Między tonami żelastwa kręciły się dziadki pamiętające Franciszka Józefa jak i małolaty z kolorowymi balonikami. W tłumie śmigały wyposażone w led-y jakieś dwukołowe ustrojstwa.
    Perła tego sabatu była jednak gdzie indziej. W pełni profesjonalne sympozjum o nazwie Akademia Renowacji. Projekt stworzony przez Adama Niedźwiedzkiego i Zbyszka Koprasa. Edukacyjna formuła mająca przyciągnąć do automobilizmu rzesze nowych młodych ludzi. To nie tylko pokaz renowacji pojazdów, prac blacharskich czy lakierniczych. Na specjalnie przygotowanej scenie setki słuchały prelekcji na temat konserwacji samochodów, rejestracji zabytków, sprowadzania samochodów z Europy. Atrakcją był Arkady Fiedler jr. który przemknął maluchem 126p przez Afrykę. Jak i relacja Złombola z rajdu oldtimerami czy młodego pasjonata podróżującego po kraju Chartem. Wojtek Smorawiński wspominał czasy wyścigów na torze Poznań. Jednak niekwestionowaną gwiazdą okazał się Emil - łowca fotoradarów. Tłumy słuchały jego relacji dotyczących kontaktów ze Strażą Miejską. A także przykładów nieprofesjonalnego zachowania drogówki. Mogliśmy dowiedzieć się jak oszukują fotoradary i jak uniknąć płacenia mandatu. Nic dziwnego, że dwukrotne spotkanie z publicznością zawsze kończyło się zawsze indywidualnymi kontaktami.
    Dowiedzieliśmy się także o koncepcji budowy pod Poznaniem Centrum Dawnej Motoryzacji, której patronuje wielki kolekcjoner samochodowych rupieci - Zbyszek Kopras.
    Na show pojawiły się muzea z Rakoniewic i Szreniawy. Dobry znak, bo to oznacza, że dbają o marketing. Wśród zwiedzających byli ludzie z południa, zachodu i centralnej Polski. Przynajmniej takie osoby zidentyfikowałem w licznych rozmowach ze mną.
    Czy kontynuować tę zabawę? Jak najbardziej tak. Rośnie nowe pokolenie, dla którego takie eksponaty to zamierzchła przeszłość. Premiera wypadła na 4+. Trzeba tylko nowych atrakcji jak choćby konkurs młodych stylistów czy jeszcze więcej wiedzy popularyzowanej przez Akademię Renowacji.  To się musi udać.
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski