Remanent

żuk201712 kwietnia 2017. Tegoroczny Motor Show w Poznaniu zaskoczył mnie przyjemnie od innej strony. Pierwszego dnia natknąłem się na znajomych dziennikarzy. Jeden dotarł z Frankfurtu/M, drugi z Berlina. Obaj zaskoczeni premierami jakie trafiły do Poznania. Dowiedziałem się, że salon w Lipsku się kończy, że w Berlinie nie jest lepiej. W Reichu rozważana jest koncepcja jednego salonu. Konkurują Berlin i Frankfurt/M. Stolica ma jednak minus - brak parkingów. Jest w centrum i rozbudować się nie ma gdzie.
    Cienko przedstawiają się też losy salonu w Brnie i Moskwie. Mój znajomy twierdzi, że teraz na nowości jeździ się do Szanghaju. Tam tworzone są teraz światowe trendy. Czy mają rację - nie wiem. Do Szanghaju oglądać nowe bryczki nie pojadę, nie lubię ryżu.
    W Poznaniu targi wreszcie zakończyły z prezentacją wyłącznie złotego cielca na czterech kołach. Przeszły wzorem germanów na edukację. Były mistrzostwa młodych lakierników, olimpiada mechaników, akademia renowacji. Wszystko służące zachęcie młodych ludzi do pracy w sektorze motoryzacyjnym. Siedem szkół wyremontowało osiem motorowerów, które przekazał do renowacji poznański hobbysta - Zbigniew Kopras.
    Była wystawa aut zmodyfikowanych i cudowne custom motocykle. Zjechali kamperowcy i odbyła się licytacja Golfa jakim poruszał się w Polsce papież Franciszek. Byli zwolennicy fikołków na motocyklach i graficiarze na truckach.
    Z racji premiery nowej książki - Encyklopedia Poznańskiej Motoryzacji zbyt wiele czasu nie miałem. Ale też samochody nie jarały. Nadal mają cztery koła i kierownicę. Teraz jeszcze plus tablet. Obrzydliwie wyglądające przody z atrapami jakby ktoś siekierą odrąbał kawał przodu. Nawet Lexus poszedł tą drogą przeskakując Audi w kategorii obrzydliwych przodów.
    Zapowiadany jako gwiazda Audi R8 wyglądał jak ręczna robota z garażu. Siatka ogrodowa na grillu i dwie czarne dziury po bokach. Samochód do przewozu królików i nutrii. O bezpieczeństwie lepiej nie mówić, bo każdy wie, że rządowe Audi po wpakowaniu się na drzewo już samo nie odjechało.
    Mercedes Abarth czarnym odwłokiem przypominał otwór pieca krematoryjnego. Białe Hyundaie przypominały trumny oczekujące na klientów. Za to Kia postawiła na hostessy. Nie powiem, ale było na co popatrzeć. Pytanie, czy ktoś w ogóle patrzył na auta. Choć Stinger był tego wart.  
    Większość lasek stała na tzw. X-ach albo dziwnie się wypinała. Czy to jakaś nowa moda, czy siku im się chce i wstrzymują? Panie od Skody raczej nadawały się do ilustracji baśni braci Grimm.
    Abarth 124 Spider piękny, Giulia Quadrifoglio obmacana z każdej strony. Dwie Arrinera d... nie urywały. Na minus nowe Toyoty: jeszcze brzydsze niż zwykle, a Civic RS wygrałby w kategorii najbrzydsze auto
    Elektroniki coraz więcej. A potem płacz, że soft się zawiesił na autostradzie, a tryb awaryjny pozwala tylko na kołowanie po parkingu z prędkością 5km/h. Albo jeszcze lepiej - zaczną pojawiać się moduły do samochodów typu odblokuj 2 cylindry.
    Teraz w aucie masz tyle bajerów, że przynajmniej masz się czym zająć ,żeby nie zasnąć. Teraz żeby wymienić głupią żarówkę musisz do serwisu. Nawet płynu do spryskiwaczy sam nie dolejesz. Serwis musi rozebrać cały przód samochodu. A nie daj Boże chcesz pojechać zaszaleć na torze. Zaraz wszystkie asystenty zabezpieczenia zaczną piszczeć tak, że nawet adrenaliny nie da się poczuć.
    O ile nowe gadżety są fajne, o tyle ich wykonanie pozostawia tyle do życzenia. Podgłaszanie głośności gestami przypomina opędzanie się od natrętnej muchy.  A machniesz parę razy i po chwili masz głośniki ustawione na maksa.
    Dotykanie ekranów podczas jazdy to jakieś nieporozumienie. Nie wspominając nawet o multidotykowych ekranach w których musisz złapać ekran dwoma palcami aby oddalić obraz nawigacji. Gdzie tu bezpieczeństwo jazdy.
    Tylko Teslę można nazwać komputerem na kółkach. To elektryczne cudo wyciąga setkę na budziku w 3 sekundy. Potem wali 200 km/h. Przez 90 kilometrów po czym zdycha z braku stromu. To nie moja opinia, a Jeremy Clarksona. Choć w Tesli miałem wrażenie, że używam tableta 10" z jednordzeniowym procesorem z Androidem 7.0 kupionym w Biedronce za 129 zeta.
    Konstruktorzy nadal idą w wyimaginowane nazwy. Stelvio, Ioniq, Kodiaq - czy to konstelacja Aldebarana czy szyfr Enigmy trudno wyczuć. I czy Porsche Macan to oznacza, że macany? Nostalgię budził jedynie stary prl-owski Żuk sprzedający lody.
    Połączenie pychy i próżności z oświatą dało niespodziewany wynik. Liczniki na bramkach odnotowały 135 tysięcy dusz. To rekord. Podejrzewam dyrektora Wawrzyniaka o ciemne kontakty z Mefistofelesem. Podpisał cyrograf w zamian za podkręcenie przez diabła liczników. A jeśli nie to znaczy, że jest to sukces większy niż same MTP, większy niż Poznań, większy niż  Polska, większy niż Europa, większy niż Wszechświat.
    Wróciłem do domu, nalałem szklaneczkę single malt i zacząłem myśleć. W przyszłym roku przypada 60. rocznica mego wejścia na targi przez płot. Niech Pan pogada z Rogatym. Niech podkręci licznik do 150. Do cyrografu mogę się dopisać. Podobno teraz w piekle przyjemniej niż tu na Ziemi.
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski