Deskorolką po buspasie

20171129 0920461 grudnia 2017. Panujący w Poznaniu burgermajster należy do osób wyjątkowo rozrzutnie gospodarujących budżetem miejskim. 30 tysięcy wydał na flagi by oprawić czytanie Konstytucji przed magistratem. Na które trzeba było ściągnąć urzędników magistratu, bo  frekwencja była zerowa. Na ulicach pojawiły się istne barykady z żelaza, by przypadkiem żaden z kierowców nie stanął w  miejscu nieopłaconym. Na 100 metrach ulicy Pustej ustawiono cztery znaki parkowania i cztery znaki odwołania parkowania. Po co? Wie tylko burgermajster. Byłem świadkiem jak na 23 Lutego demontowano nową tabliczkę koniec taxi, by zastąpić ją inną, też nową. Ktoś nieźle zarabia.
    Buspasy to ściema. Buspas jak w piosence - pojawia się i znika. Miałem okazję go przetestować. Jechałem dryndą z lotniska. Poruszaliśmy się w kolumnie aut. Dopiero od Bułagarskiej dryndziorz zjechał na buspas. Udało się wyprzedzić cztery osobówki. Przy Przybysza zatrzymało nas czerwone. Potem samochody ruszyły, a my staliśmy dalej. Buspas się skończył. Do  Szylinga jechaliśmy na końcu kolumny. Potem buspas pojawił się, ale nie udało się nikogo wyprzedzić. Osobówki gnały 60-tką i przed Zeylanda zboczyły na prawo na kończący się buspas. Bo musiały. Inaczej wpadły by na jeden z setek słupków stojący na środku. Na Zeylanda byliśmy daleko za innymi. Prywatne bryczki okazały się szybsze.
    Pod centrum onkologii buspasem nie podjedziesz, bo za to policmajstry walą stówę i punkt karny. Jak skręcić ze środkowego pasa w prawo nie wiadomo. Horror trwa. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu... - napisano na jednym z miejskich portali.
    Na jezdniach trwa chaos rowerowy. Każdy jeździ jak chce. Na skos, pod prąd. Wieczorem bez oświetlenia. Bo burgermajster chce z Poznania zrobić Kopenhagę. Gdzie rowerowe szlaki nie są częścią jezdni, a na szerokich chodników. A poznanioki nie będą wzorem Kopenhagi jeździć do opery na rowerach. Straż miejska nie interweniuje, bo jest od pilnowania głównie okolic magistratu. Policajmajstry także rowerzystów nie zauważają.
    Burgermajster zachwyca się UE. Dlatego zorganizował weihnachtsmarkt ze skibką  chleba za 20 zł. Potępiający kaczyzm burgermajster uważa, że po 500+ ludzi stać na dwie dychy na kromkę chleba ze smalcem. Weihnachtsmarkt organizuje oczywiście jakaś krauterbuda zza Odry. Może, bo Poznań to wolne miasto. Polski przedsiębiorca w wolnym (od czego?) Poznaniu nie ma czego szukać.
    Burgermajster chce być trendy. Każe do siebie mówić dżejdżej. To ksywa wzięta z amerykańskiego serialu kryminalnego. Burgermajster wie, że wybory przerżnie. Ma przeciwko sobie kibiców, kierowców, anarchistów, AKO, fioletowych, czarnych itd. Ale największe nieszczęście to lokalna GW. Pompuje temat ile się da. Od 1 - 3 tekstów dziennie. Lokalna GW za chwilę zmieni szyld na Burgermajstertageblatt. Po naszymu - Pierdoły z magistratu. A że poznanioki to naród przekorny, to na burgermajstra nie zagłosują. Rowery też nie, bo to po części studenci, którzy będą głosować u siebie.  GW która już dawno utraciła obiektywizm - będzie mogła za to przypisać sobie część klęski.
Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski