Na pomoc, Polacy nadciągają!

Dtablica7 stycznia 2012. „Jedź do Polski, Twój samochód już tam jest”. Ten slogan pojawił się z początkiem lat 90, wykreowany przez springerowskiego Bilda. Bulwarowy tabloid sprzedawany za 10 fenigów i specjalizujący się w szkalowaniu Polaków. W odwecie w istniejącym wtedy polskim wzorcu o nazwie Donosiciel udowodniłem, że proceder rzekomo kradzionych aut opłaca się zarówno ekswłaścicielom kradzionych Golfów, producentom samochodów, nowym właścicielom i niemieckiemu towarzystwu asekuracyjnemu działającemu wtedy w Polsce. Bowiem odnalezione przez polską policję samochody nie wracają do Reichu, a sprzedawane są po cenach przetargowych. Nie warto ich taszczyć z powrotem, bo ich byli właściciele już dawno jeżdżą nowymi brykami.

W międzyczasie Polska weszła do Unii, bariery graniczne padły i wszystko zmieniło się diametralnie. I co? Po 20 latach okazało się, że ten wyświechtany schlagwort jest nadal aktualny. Ja rozumiem, że Niemcy mają traumę po klęsce pod Grunwaldem, ale mein Gott – to już minęło 600 lat. Ile można wytrzymać. Do końca świata i jeden dzień dłużej??? To przerabia ktoś inny.

Tym razem temat kradzionych fur odpalił regionalny tageblatt z Frankfurt/Oder. Brandenburski pociotek DDR-owskiego käseblattu o nazwie Nowy Dzień. Organu SED. Herr Journalist Schröder wytypował kandydata do spowiedzi.  Padło na ambasadora RP w Berlinie. Po paru pytaniach z ekonomii, takie ble, ble, ble poszedł lewy sierpowy: - Polacy kradną samochody w Niemczech.

A co mają kraść? Taczki w Rosji? – pomyślałem w pierwszej chwili. I co ma Ekscelencja do żuli wywożących beemy i mesie do Kaliningradu.  

Rozmowa miała w przybliżeniu taki wymiar.
- W rejonie przygranicznym wzrosła liczba kradzieży aut. Podejrzewamy, że samochody te są kradzione przez polskich złodziei.
- Ale to jest problem waszej policji. Ona musi w tych landach gdzie giną auta lepiej pracować. Być może kradzież samochodów w Niemczech jest zbyt łatwa – powiada nasz człowiek w Berlinie.

Mein Gott. Toć to czysta prawda! Czemu geniusze ze Stuttgartu, Monachium czy Ingolstadt nie wsadzą w te bryki S-klasse superhiper dupereli które każdemu menelowi dadzą w gębę już przy samym podejściu do drzwi.  Niech ściągną z Silicon Valley ustrojstwo plujące gazem i zamieniające każdego jumacza w bryłę soli. Nie, bo się nie opłaca. Bo trzeba się szrotu pozbywać. Najlepiej na Wschód.

Bundespolizei jest obrażona. Ktoś śmiał zwrócić uwagę profi policji Europy, że nie robi tego co do niej należy. Obrażony jest związek zawodowy bundespolizei, który też swoje dorzucił, podobnie jak Platzek, premier landu tak ciężko doświadczanego przez naszych.

Niemieckiej polizei pomyliły się kierunki świata. Ile razy jadę na zachód przez Świecko oglądam zielone busy czatujące na parkingach na polskie rejestracje. Sam byłem napastowany. A to ausweis, a to führerschein. Brakuje tylko, gdzie i po co?
Rok temu leciałem przez Kołbaskowo. Nagle na autostradzie pojawiły się betonowe szykany zmuszające do wjazdu przez parking. Pełnym zielonych ludzików w tych ich wywiniętych mycach. W ostatniej chwili wykręciłem orła unikając czołówki. Wyglądało to jak wjazd do autonomii palestyńskiej.

Jedźcie na Wschód na Świecko. Cisza i spokój. Wynajętą furą S-klasy przetoczyliśmy się przez parking na jedynce. Zero reakcji. Wszak wiadomo. Gościa z S-klasy nie wypada pytać o papiery.

Ale uwaga chłopaki! Ten sam brandenburski tageblatt donosi, że we wschodniej Brandenburgii kradną z Mercedesów i VW tłumiki z „rußpartikelfilter”. W każdym platyna po 33 ojro za gram. Znów będzie na nas.
Na razie szef landu Platzek zapowiedział rzucenie nad Odrę wszystkich ludzi w grünkluftach. Mają być użyte niebieskie Audi, zielone VW a nawet czółna na rzece. Na forum dojrzałem wpis: „Niemiec chce sprzedać samochód (luksusowy), ale nie może.  A regularnie opłaca składkę ubezpieczeniową. Prosty sposób sprzed 15 lat. Robi ustawkę. Ginie mu samochód, on dostaje odszkodowanie z firmy ubezpieczeniowej, następnie kupuje nowy samochód i ubezpiecza w tej samej (lub innej, to nie ma znaczenia) firmie. Sprzedaż luksusowych samochodów rośnie i biznes się kręci.”

Bajer? Nie, każdy to potwierdzi w byle bierstube. Ot, cała prawda!!! Aaaa, byłbym zapomniał. Bohater tego odcinka, Jego Ekscelencja rezydujący na berlińskiej Lassestr. wchodząc na VIP-Party może się przedstawiać: My name is Prawda. Dr Marek Prawda.
Herr Prawda, Ich gratuliere. Lubię takie proste odpowiedzi.

Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski