Papa americano

fiat3 marca 2012. Zadzwonił dzwonek u drzwi. Na progu stał umyślny z kopertą. Wiesz o co chodzi – powiedział konfidencjonalnie.
W środku znalazłem bilecik z włoską i gwiaździstą flagą juesej. Boss największego rynku fiatowskiego w Polsce zapraszał na premierę Nowego Fiata Pinda. Połączoną z otwarciem nowego salesroomu. Wrzuciłem niedzielny anzug i ruszyłem w drogę. Przeszklone, jasno oświetlone akwarium widać było już z kilometra. W wejściu stał Numer Jeden na handlowej mapie Fiata – Zygmunt I Fiatissimo. Człowiek, który chyba w tej firmie się urodził, bowiem jak pamięcią sięgam, zawsze w niej był. Być może podrzucono go tu w kołysce.

Salesroom okazał się hangarem mogącym upchać eskadrę F-16. Gdzieś na horyzoncie dojrzałem zamgloną sylwetkę Nowego Fiata Pinda. Wokół białe i czarne kafelki z wtopionymi blue lightami. Wmieszałem się w tłum VIP-ów złożony z lokalnych notabli, wśród których zabrakło chyba jedynie generalicji i gliniarzy. Chyba, że ci ostatni byli w cywilu. Po  obu stronach stały różne różniste Fiaty i Chryslery. Efekt mariażu makaroniarzy z Jankesami.
W połowie drogi do Nowego Fiata Pinda zmorzył mnie sen, ale najbliższa kelnerka pośpieszyła z pomocą podając perlistego schłodzonego Dom Perignon. Posiłek pozwolił na pokonania pozostałego dystansu dzielącego mnie od Nowego Fiata Pinda.

Nowy Fiat okazał się przyjemnym autkiem, jakim była i jest Pinda. Nadzwyczaj przestronna wewnątrz i elegancka na zewnątrz. Mała, dystyngowana dama z południa Europy. Front podkreślony delikatną linią ledowych lampek. LED-y to chyba technologia, jaka najszybciej została wdrożona w przemyśle samochodowym. Nawet trzeci stop nie wszedł tak szybko na rynek. Nie da się ukryć. Przy Seicento Pinda to księżniczka z tysiąca i jednej nocy. Jeśli obalimy siedzenie pasażera, to nawet seks na tylnej kanapie może być udany. Nie to co maluch.

Zagryzłem łososiem z czerwonym winem, które odkryłem w drugim roomie i zabrałem się za macanie błyszczących Jeepów, Alf i Lancii. Wybrałem Fiata Freemont ze względu na nazwę i Lancię Thema ze względu na wyglansowaną czerń limuzyny. Książeczka czekowa została jednak w domu, a poza tym druga szklanka red wine spowodowała, że zmieniłem zamówienie na Chryslera Compass. Do Lancii potrzebowałbym szofera, a poza tym nie ma w niej barku. Wymieniłem z proboszczem kilka uwag na temat zasięgu jego kropidła i zajrzałem do trzeciego roomu, który okazał się garażem oldtimerów. Fiat 500, 508, 850, 128, Lancia Delta i parę innych bryczek. Suuuper!

Po trzecim red wine wymyśliłem nowe hasło. Chcesz kupić Jeepa, idź do Fiata! Przedtem załóż wygodne buty, bo niewątpliwie salon Pol-Caru będzie nominowany do księgi rekordów Guinessa. W kategorii the biggest hangar In the World. A personel będzie jeździł na wrotkach. Tyle, że Zygmunt I Fiatissimo będzie musiał się przechrzcić na Papa Americano.
Auguro successo! Sorry! Good luck, boys!

P.S. Oczywiście ma być Nowy Fiat Panda, tylko klawiatura się zacięła i nie wiem jak zmienić I na A.

Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski