Motor Sioł

logoPMS20104 kwietnia 2012. Na 10 dni przed Poznań Motor Show padły konkretne deklaracje. Będą samochody. I to nie byle jakie. Aston Martin, Rolls Royce, Lotus Elise, Ferrari z modelem California i tzw. pospolita drobnica. I będzie 40 kas do zbierania siana. Wszystko pod logiem oka cyklopa lub czegoś co wygląda jak koło na szprychach. Rusza bazar handlarzy furami polecanych przez hostessy stojące z cennikami pod pachą. Obudził się Volkswagen, który przypomniał sobie własny schlagwort „Jestem z Poznania” wypisany na jeżdżących po mieście dostawczakach. I wystartuje kompleksowo jako firma w jednej z hal.

Czytaj więcej...

Papa americano

fiat3 marca 2012. Zadzwonił dzwonek u drzwi. Na progu stał umyślny z kopertą. Wiesz o co chodzi – powiedział konfidencjonalnie.
W środku znalazłem bilecik z włoską i gwiaździstą flagą juesej. Boss największego rynku fiatowskiego w Polsce zapraszał na premierę Nowego Fiata Pinda. Połączoną z otwarciem nowego salesroomu. Wrzuciłem niedzielny anzug i ruszyłem w drogę. Przeszklone, jasno oświetlone akwarium widać było już z kilometra. W wejściu stał Numer Jeden na handlowej mapie Fiata – Zygmunt I Fiatissimo. Człowiek, który chyba w tej firmie się urodził, bowiem jak pamięcią sięgam, zawsze w niej był. Być może podrzucono go tu w kołysce.

Czytaj więcej...

Zakazana ślizgawka

icedriving28 lutego 2012. Tej zimy telewizornia doniosła o breweriach, jakie młodzi ludzie wyprawiają na Mazurach. Jeżdżą po lodzie samochodami. Ślizgają się bokiem. I nic nie można zrobić, bo nie ma takiego zakazu.
Ale dzielna władza szybko wymyśliła sposób na śmiałków. Ustalono, że dojazd nad jezioro wiedzie przez las. I to zakaz pierwszy. Po drugie na plaży nie wolno parkować. I już można pisać mandaty. To nic, że lód gruby i ryzyko niewielkie. Władza wie lepiej.

Czytaj więcej...

Requiem in pace

requiem3 lutego 2012. Miejscowy klub samochodowych świrów, do którego od 40 lat należę przysłał kwit na darmowe wejście na otwarcie kolejnej wystawy starych gruchotów. Automobilklub Wielkopolski zaprasza, członek nie może odmówić. Tym bardziej, że kwit był podpisany przez Jego Wysokość Prezesa – Werle. Człeka poczciwego, któremu lepiej nie wchodzić w drogę. Kwit wyjaśniał też, że open ceremony dotyczy kabrio. A kabrio to James Bond, Angelina Jolie i Beverly Hills.

Czytaj więcej...

Piąte koło u wozu

opona15 stycznia 2012. Po tym jak w 2004 roku przyłączyliśmy Unię Europejską do Polski, doszedł nowy sukces. Połączyliśmy land brandenburski wraz z największym miastem tego regionu z Wielkopolską. Betonowa Kulczyk-strada połączyła Berlin z Poznaniem. Koniec Mordoru i przedzierania się przez oddziały krasnali i tirówek. Co prawda o dwa lata później niż przewidywano. Ale to skutek działania złośliwego gnoma o świrowatym spojrzeniu numerującego Rzeczpospolite o punkt wyżej.
Do miasta nad Szprewą śmignęliśmy z kolesiem nowym Volvo es60. Full wypas – automat, biała skóra, tempomat, korbotronik szyb we wszystkich drzwiach, system rozlewania oleju - SRO i parę innych wynalazków. Koleś, znany automobilista preferuje tę klasę bezpieczeństwa, jaką oferują Szwedzi.

Czytaj więcej...

Na pomoc, Polacy nadciągają!

Dtablica7 stycznia 2012. „Jedź do Polski, Twój samochód już tam jest”. Ten slogan pojawił się z początkiem lat 90, wykreowany przez springerowskiego Bilda. Bulwarowy tabloid sprzedawany za 10 fenigów i specjalizujący się w szkalowaniu Polaków. W odwecie w istniejącym wtedy polskim wzorcu o nazwie Donosiciel udowodniłem, że proceder rzekomo kradzionych aut opłaca się zarówno ekswłaścicielom kradzionych Golfów, producentom samochodów, nowym właścicielom i niemieckiemu towarzystwu asekuracyjnemu działającemu wtedy w Polsce. Bowiem odnalezione przez polską policję samochody nie wracają do Reichu, a sprzedawane są po cenach przetargowych. Nie warto ich taszczyć z powrotem, bo ich byli właściciele już dawno jeżdżą nowymi brykami.

Czytaj więcej...

Drogowy Ordnung

znakD16 grudnia 2011. Powszechnie Niemcy znani są ze swej perfekcji i porządku. Nie podzielam tego zdania. Znam bowiem wiele przykładów świadczących o tym, że nadmierny porządek czyni bałagan. Zacznijmy od powszechnie uwielbianych szos niemieckich. Przez rodaków w skrócie nazywanych autobahnem.


Plemiona teutońskie wybudowały doskonałe autostrady już w latach 30, kiedy u nas gruntową drogą jeździli wyłącznie dziedzice. Ale też wiemy w jakim celu potrzebne były osobnikowi z grzywką i wąsikiem.

Dziś drogi niemieckie grzeszą nadmiarem znaków drogowych. I to większym niż u nas. W niemieckim kodeksie drogowym mamy strzałkę z napisem Einbahnstrasse. A także „uwaga – śnieg”, „uwaga – nie ogrodzone nabrzeże”, „uwaga – kamienna lawina”.
Znak „uwaga śnieg” oznajmia przeciętnemu Uwe, że będzie padać albo już pada, bo przecież biały puch trudno dojrzeć.

Nie ogrodzonego nabrzeża w tym uporządkowanym landzie nigdy nie spotkałem, bo każdy burgermeister uważa za punkt honoru oddzielenie morza czy rzeki kutą balustradą, by ich srebrne i czarne passaty nie wpadały do wody. Dodatkowo balustrada służy za punkt podparcia dla Uwe po nadmiernej konsumpcji napoju nazywanego przez tutejszy lud - bier.

Ale to nic. W Bundesrepublik mają dwa znaki mówiące o tym, że jezdnia mokra może być śliska. Jeden jest trójkątny, a drugi prostokątny. Do tego istnieje cała gama dodatkowych tabliczek szwargotających. Jakieś baustellenausfahrt, strassenschaden, verschmutzte fahrbahn, verkehrsführung geandert, rollsplitt, rauch, schienenfahrzeuge haben Vorrang. Albo – keine Mofas? Co kojarzy mi się z mopsem. Wszystko po to, by Uwe nie zbłądził.

Czytaj więcej...

Copyright 2011. Dobieslaw Wielinski